Właśnie opuszczają uczelnie pierwsi absolwenci z Pokolenia Z. To oznacza, że każda kolejna rekrutacja na studia musi brać pod uwagę specyfikę tej generacji. Jak przyciągnąć uwagę tych młodych ludzi, aby wyłowić najlepszych, najbardziej aktywnych i zaangażowanych kandydatów? Bo tacy przecież są najwartościowsi z punktu widzenia uczelni po “reformie ministra Gowina”?

Pokolenie Z (czasami nazywane C, iGen albo XD) to osoby z grubsza urodzone po 1995 roku. Często mówi się o nich “iGeneration” “digital natives” (cyfrowi tubylcy) ub. “digital X”. To wskazanie wagi Internetu, który dla Z-dziewczyn i Z-chłopaków jest jak powietrze i są on-line cały czas. Nadciągają właśnie na uczelnie ze smartfonami w rękach.

Socjologiczny podział na pokolenia to oczywiście duże uproszczenie. Kolejne fale pokoleniowe się przenikają. Wielu z kandydatów na studia to przecież klasyczni Millenialsi. Część z kandydatów na studia (zwłaszcza podyplomówki) to Pokolenie Y, czy wręcz osoby wyjęte z atlasu “baby boomers”. Jednak biorąc rzecz en masse — bez działań rekrutacyjnych dla Pokolenia Z uczelnia daleko nie ujedzie. Ich waga w kolejnych latach będzie rosła.

Jak zatem przyciągnąć uwagę tych “typów i typiar” (jak mawiają Z-dzieciaki) – radził niedawno magazyn Forbes. Zastanowiłem się, na ile opinie z amerykańskiego rynku marketingowego przekładają się na sytuację w polskiej rekrutacji na studia. Wniosek? Dużo musi się zmienić. Dzisiaj pierwsze trzy porady, na dole strony link do 3 kolejnych skutecznych sposobów.

1. Bądź internetowym guru

Każda Zetka to zwierzę społeczne w wirtualnym ekosystemie. Dla niej nawet człowiek uważający się za samotną wyspę, faktycznie jest częścią jakiegoś archipelagu. Gdzieś na burzliwych, międzynarodowych wodach Internetu. A zatem każde zdarzenie w jej życiu jest dokumentowane i udostępniane w Internecie. Oczywiście również tak znaczące doświadczenie, jakim jest studiowanie. Uczelnie, które tego nie rozumieją — mogą sobie odpuścić Z-kandydatów. Pozostałe muszą stać się internetowymi trendsetterami, animatorami wirtualnych społeczności, dostawcami rad i porad. Tymczasem część polskich uczelni jest na poziomie traktowania Facebooka jak wirtualnej tablicy ogłoszeń dla pań z dziekanatów. O jakości stron WWW lepiej zamilczmy. Szansą, dla świadomych sytuacji uczelni, jest natomiast wykorzystanie zamiłowania Zetek do innowacji, technologii i rozwiązań cyfrowych. Przy umiejętnym wykorzystaniu potencjału swych pracowników dydaktycznych i badawczych, mają one szansę stać się wiarygodnymi i autentycznymi autorytetami w swoich dziedzinach. Potrzebne jest tylko wyszukanie tych rodzynek w akademickim serniku, a potem ich przełożenie na język świata Internetu oraz wpisanie w globalne trendy (bo te są bardzo ważne dla Zetek). W dodatku musi to być działanie systematyczne, a nie tylko impulsowe wzmożenie między maturą a immatrykulacją. Nie chodzi o chwilowe przyciągnięcie uwagi, ale jej przyciąganie non stop, tak, jak to robi krok po kroku np. Wydział Inżynierii Materiałowej na Politechnice Warszawskiej. Trzymamy kciuki, bo wierzymy, że to przyniesie efekty.

2. Nie kłam

Autentyczność w przekazie sprawdza się w rekrutacji od lat, bez względu na pokolenia. Jednak Zetki są wyjątkowo wyczulone na fałsz. Potwierdzają to badania w naszym serwisie Studia.net dla kandydatów dla studia. Tym, co maksymalnie wkurza kandydatów, jest “ściemnianie” przez uczelnie. Najpierw pięknie, ładnie, a potem okazuje się, że “koń bez głowy siedem kilometrów biegł”. Marketingowa albo akademicka mowa-trawa? Chwalenie się biurami karier, które istnieją tylko na papierze? Rekrutacja na specjalności, które nie zostają uruchamiane? Nowoczesne laboratoria oglądane przez studentów wyłącznie przez szybę? To najlepsze sposoby na modelowe samobójstwo rekrutacyjne. Zresztą nie tylko przy promocji dla Pokolenia Z. Zetki nie tylko się rozczarują, ale też od razu wypuszczą swe rozgoryczenie w social mediach. Autentyczność działa nad wyraz skutecznie niezależnie od typu i rodzaju studiów. Tak promuje np. swoje pielęgniarstwo PWSZ w Skierniewicach. Mówi do kandydatów o niskich zarobkach “w branży”, o stykaniu się z cierpieniem, o perspektywie emigracji. A jednocześnie o pasji studentów i możliwościach, jakie daje zawód. I to się przekłada na atencję kandydatów.

3. Wykorzystuj osobowości

Poradniki marketingu dla Pokolenia Z radzą — wykorzystuj influencerów. I to nie okazjonalne w płytkiej narracji, ale w autentycznej, długofalowej perspektywie. Niejeden z uczelnianych szefów promocji teraz westchnie — a skąd na to budżet? Bo to prawda, że podaż polskich influencerów jest dość mikra. Co wpływa na ich — czasami absurdalne — stawki. Inna rzecz to wspomniana wcześniej autentyczność. Która z polskich wpływowych osobowości Internetu byłaby wiarygodna przy promocji rekrutacji? A nawet jeśli byłaby — bo jest studentem czy absolwentem — to który z rektorów się na to zgodzi? No może jestem w stanie uwierzyć, że władze SGGW zaakceptowałyby wykorzystanie stand upera Łukasza “Lotka” Lodkowskiego. Jaka alternatywa? Wyłapywać osobowości na uczelniach i zapewnić im możliwości pracy (nie przykuwać do biurka) oraz dostęp do publiczności. Tak, jak to zrobił Uniwersytet Wrocławski. Promująca go Pani Snapchat w relatywnie krótkim czasie stała się najbardziej rozpoznawalną influencerką w rekrutacji na studia.

Sebastian Szczęsny

Zobacz trzy kolejne sposoby na zainteresowanie studiami kandydata z Pokolenia Z.

Masz jakieś pytania? Wątpliwości? Szukasz wsparcia w strategii promocji akademickiej? Interesujesz się szkoleniami z social mediów, e-marketingu, wideomarketingu? Napisz do autora: s.szczesny@efekty.net